Czy Twoja kobieca marka potrzebuje… demakijażu?

Sama nie maluję się codziennie – czasem nawet nie raz w tygodniu. I czasem żałuję, bo uwielbiam tę czynność: ukrywanie tego, co mi się nie podoba, podkreślanie tego co ładne. Modelowanie, rozjaśnianie, przyciemnianie. Na koniec trochę rozświetlającej mgiełki i już twarz jakby nie moja. Jest tylko jeden problem – potem to wszystko trzeba zmyć.

Oczywiście im lżejszy makijaż mam na sobie, tym jego zmycie kosztuje mnie mniej czasu i energii. Gdy na przykład nakładam tylko korektor na niedoskonałości i maziam brwi żelem, do demakijażu wystarczy mi delikatna pianka. Pyk, 30 sekund, gotowe.

Za to kiedy noszę pełną tapetę – podkład, puder, róż, cienie do powiek (najlepiej błyszczące), eyeliner i tusz – muszę sięgnąć najpierw po płyn micelarny i balsam myjący, a dopiero w drugim kroku po piankę. Całość zajmuje mi 10 minut. Przez prawie kwadrans obserwuję, jak piękniejsza wersja mnie razem z wodą trafia do odpływu.

Klient i tak zmyje Twoje starania

Jaki ma to związek z Twoją marką i biznesem? Ano taki, że gdy mówisz w sieci o swoim produkcie, również używasz makijażu! Dokładasz kolejne warstwy słów, by upiększyć ofertę. Obrazy filtrujesz przez pryzmat trendów. Tu trochę wykonturujesz, tam rozświetlisz, a na koniec dodasz odrobinę brokatu. Jak szaleć to szaleć.

Im więcej brokatu w Twojej ofercie, tym trudniej klientowi będzie dotrzeć do sedna.

Nie ma w tym nic złego, ale pamiętaj, że to klient wykona demakijaż. Że to do niego należy staranne zmycie Twojego kamuflażu – bo przecież klienta nie interesują błyskotki, tylko realna wartość. Jak Twoja oferta mu pomoże? W jaki sposób zmieni jego życie? Jak rozwiąże jego problem? Im więcej make-upu nałożysz, tym więcej będzie go kosztować dotarcie do sedna. A klient nie lubi się wysilać…

Zanim więc kolejny raz usiądziesz przed klawiaturą, włącz pauzę. Celem makijażu jest przede wszystkim wydobycie Twoich walorów. Podkreślenie tego, co w Tobie najładniejsze, Twoich mocnych stron. Tak samo traktuj teksty, które piszesz. Niech posty do mediów społecznościowych nie ukrywają piękna Twojej oferty za grubą warstwą słów, lecz raczej podkreślą jej wartość.

Zastanów się teraz: czy używasz wyrazów, które mądrze brzmią, ale niewiele znaczą? Czy piszesz na temat, czy raczej obok tematu? Czy wystarczy jedno szybkie przeskanowanie Twojej treści, by wiedzieć o co Ci chodzi?

Napisz mi proszę, czy marketingowa tapeta to coś, co stanowi dla Ciebie problem. A może wręcz przeciwnie? Jak zwykle czekam na Twoją wiadomość – odezwij się śmiało na karolina@kobiecastronabiznesu.com

P.S.

Ten tekst – z braku laku nazwę go felietonem – to pierwsza tego typu rzecz, jaką napisałam od lat. Forma bardzo dla mnie nietypowa. Jeśli Ci się spodobała, zachęciła do refleksji, daj proszę znać. Będę bardzo wdzięczna za Twój feedback.

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest
Share on linkedin
LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zapisz się na listę zainteresowanych workbookiem "Stwórz strategię kobiecej marki"

i odbierz prezent

Poznajmy się!

Cześć! Nazywam się Karolina Kołodziejczyk i pomagam kobietom budować marki, z których będą dumne. Uczę je, jak stworzyć (i wdrożyć!) taką strategię marki i komunikacji, która będzie spójna z nimi i skuteczna.

Zamów "Mały planer wielkiej marki"
mały planer wielkiej marki - planowanie biznesu, realizacja celów, budowanie marki - kobieca strona biznesu